Aromat:
Już niewielką chwilę po pociągnięciu za zawleczkę ulokowaną na wieczku puszki rozlegać zaczynają się wyraziste, odpowiednio intensywne, przyjemnie złożone,a także dość ciekawie zbalansowane akcenty dojrzałych owoców tropikalnych oraz pestkowych. Wśród nich z pewnością nie brakuje mango, żółtej papai, zielonej oraz żółtej odmiany melona, czerwonych truskawek i poziomek, nieco kwaskawej, ale też i słodkiej marakui, ananasa, a także moreli. Kolejna faza nie zwalnia z tempa i skrzętnie rozwija bukiet aromatyczny przy pomocy szerokiego spektrum opartego o dojrzałe owoce cytrusowe. Tu z kolei nie brak cytryn, pomarańczy, zestu cytrusowego, limonek, żółtej odmiany grejpfruta, czy też pomelo.
Drugi plan startuje od zaznaczenia przyjemnej w odbiorze podbudowy słodowej bazującej na zasypach jęczmiennych, pszenicznych, a także owsianych wspieranych wyraźnie wyczuwalną obecnością płatków pszennych, a także owsianych. Kolejny etap wprowadza do profilu zapachowego charakterystyczne tony towarzyszące chmielowi HBC 630. Skrywają się one pod postacią czerwonych wiśni oraz malin połączonych jak zazwyczaj w tym wypadku bywa z nutą jogurtową, która zmieszana ze wspomnianymi owocami przywodzi na myśl serek Fantasia. Wraz z upływem czasu pojawia się nieco dość dojrzałych owoców białych i zielonych, gdzie te głównie opierają swój byt na akcentach zielonego agrestu, czy też zielonego winogrona. Finisz domyka całość ziołowymi oraz częściowo żywicznymi tonami chmielowymi, których obecność definiują amerykańskie odmiany chmieli zastosowane podczas procesu chmielenia piwa na zimno. Całość pachnie zdecydowanie ciekawie i przyjemnie.
Barwa:
Jasnozłota, częściowo wpadająca w odcień soku pomarańczowego, kompletnie zmętniona, zdecydowanie nieprzejrzysta, wyraźnie zamglona, swoją nieprzezroczystością bardzo dobrze wpasowuje się w styl New England IPA, a tym bardziej Hazy IPA.
Piana:
Drobnopęcherzykowa, początkowo buduje średnią, wyraźnie zbitą i zwartą czapę piany, która wraz z końcem procesu przelewania trunku do szkła stopniowo redukuje się do naprawdę pokaźnego pierścienia szczelnie otulającego ścianki naczynia i dodatkowo pozostaje pod cienką warstwą na tafli piwa, pozostawia średni, a nawet średniowysoki stopień lacingu.
Smak:
Już pierwsze chwile styczności z teksturą trunku nieco zaczynają zaskakiwać, gdyż piwo smakowo skręca nieco w inną stronę niż sugerował to aromat. Rozpoczyna się od wyrazistych, odpowiednio intensywnych, całkiem przyjemnie złożonych oraz w miarę ciekawie zbalansowanych akcentów dość dojrzałych owoców cytrusowych. Wśród nich nie brak cytryn, limonek, zestu cytrusowego, białej oraz żółtej odmiany grejpfruta, sporych pokładów albedo grejpfruta, czy też pomelo. Bez wątpienia nie są to nuty charakterystyczne dla chmielu Strata oraz HBC 630, zatem w budowie profilu piwa towarzyszą jeszcze inne szyszki, najpewniej Citry. Kolejna faza nie próżnuje i zaczyna powoli pokazywać to, na co stać chmiel Strata, a mowa tu o dość szerokim spektrum opartym o w miarę dojrzałe owoce tropikalne oraz pestkowe. Tu z kolei nie brakuje mango i jego nieco tanicznej skórki, białej oraz zielonej odmiany melona, umiarkowanie słodkiej, żółtej papai, nektarynek, czy też lekko kwaskawej marakui.
Drugi plan startuje od zaznaczenia neutralnej w odbiorze i zdecydowanie przyjemnie skonstruowanej podbudowy słodowej bazującej na zasypach jęczmiennych, pszenicznych, a także owsianych wspomaganych wyraźnie wyczuwalną obecnością płatków pszennych oraz owsianych, gdzie te niewątpliwie przyczyniły się do wygładzenia tekstury trunku oraz nadania jej pożądanego stopnia aksamitności. Kolejny etap nie próżnuje i rozwija profil smakowy za sprawą delikatnie zaakcentowanych tonów chmielu HBC 630. Skrywają się one pod postacią czerwonych wiśni oraz malin. Tło dopełnione zostało wpół dojrzałymi owocami białymi oraz zielonymi, gdzie ich obecność skupia się głównie na zielonym agreście. Finisz dopełnia całość zdecydowaną goryczką opartą o tony ziołowe, trawiaste, nieco chwastowe, a także żywiczne, gdzie ich obecność definiuje zastosowanie amerykańskich odmian chmieli podczas procesu warzenia piwa.
Zbalansowane zostało w sposób wyraźnie dobry. Jeżeli po opisie niektórzy spodziewali się dość słodkiego NEIPA (zresztą słusznie) to mogą poczuć się zawiedzeni. Rozpoczyna się od wyrazistych, dość półwytrawnych akcentów opartych głównie o umiarkowanie dojrzałe owoce cytrusowe. Kolejna faza nieco łamie ten schemat i za sprawą lekko dojrzałych owoców tropikalnych, a także pestkowych wnosi do smaku nieco półsłodkie nuty.
Drugi plan startuje od zaznaczenia neutralnej w odbiorze podbudowy słodowej, gdzie ta stopniowo i wraz z upływem czasu przemieszcza balans w stronę subtelnie półsłodkich tonów wynikających z zastosowania chmielu HBC 630. Tło uzupełnione zostało wpół dojrzałymi owocami białymi oraz zielonymi, gdzie te stawiają na nieco półwytrawne doznania smakowe. Finisz dopełnia całość i odcina pozostałą słodycz półwytrawnymi akcentami chmielowymi skupiającymi się wokół nut ziołowych, żywicznych, trawiastych, a także częściowo chwastowych.
Goryczka:
Średnia, ziołowa, trawiasta, żywiczna, nieco chwastowa, ale również w typie albedo grejpfruta, niezalegająca. Zdecydowanie stanowi ona osobny byt w piwie, który mimo wszystko dość dobrze łączy się z pozostałymi składowymi, chociażby z początkowo obecnymi, półwytrawnymi tonami wpół dojrzałych owoców cytrusowych.
Rodzaj:
Ciało półpełne z charakterystycznego, podstawowego zakresu do pojedynczych, zmętnionych wersji piw w stylu India Pale Ale (16 stopni Plato). W smaku przeważająco półwytrawne w raczej umiarkowany sposób, choć pozostawia też nieco miejsca dla lekko półsłodkich tonów. Wysycenie średniowysokie, zdecydowanie dobrze dopasowane do stylu piwa, zapewnia odpowiednio wysoki stopień pijalności.
Podsumowanie:
Gładkie, całkiem aksamitne, bez wątpienia bardzo szybko znika ze szkła, niewątpliwie lekkie w odbiorze, mocno orzeźwiające, zdecydowanie rześkie. Podsumowując, browar Funky Fluid od dłuższego czasu współpracuje z wielkopowierzchniowym sklepem sieci Lidl wprowadzając do niego nowe, bądź też odświeżone piwa ze swojej oferty. Całkiem niedawno w ramach wspomnianej współpracy degustowałem trunki o nazwach Triple Citra oraz Triple Falconer's Flight, gdzie pierwszy z nich wypadł naprawdę solidnie, a drugi pozostawiał nieco do życzenia. Tym razem na tapet wziąłem degustowane już ponad półtora roku temu piwo o nazwie Freaky, które tym razem do sprzedaży trafiło w nieco odmienionej wersji, bo wzbogaconej chmielem HBC 630 (i nie tylko, ale to tym nieco później). Jak zatem wypadł odświeżony wariant i czy tym razem stanął on na równie dobrym poziomie smakowym? Pierwsze chwile styczności z teksturą trunku wyraźnie ukierunkowują smak w stronę wpół dojrzałych owoców cytrusowych. Kolejna faza łamie nieco ten schemat wnosząc akcenty umiarkowanie dojrzałych owoców tropikalnych, a także pestkowych. Drugi plan startuje od solidnie skonstruowanej podbudowy słodowej bazującej na zasypach jęczmiennych, pszenicznych, a także owsianych. Kolejny etap skrzętnie uzupełnia profil piwa o tony charakterystyczne dla chmielu HBC 630, a także o pojawiające się nieco później, wpół dojrzałe owoce białe i zielone. Finisz dopełnia całość całkiem solidną i zdecydowaną goryczką. Całość z pewnością odbiega od smaku, który zapadł mi w pamięć na długo, a zbudowany rzecz jasna został w ramach pierwszej warki trunku Freaky. Tym razem pomimo deklarowanych na etykiecie chmieli do smaku wkradły się wyraźne tony cytrusów, które nie są do uzyskania w takiej intensywności przy użyciu mieszanki szyszek Straty oraz HBC 630. Niestety nie zaskakuje mnie już taka praktyka ze strony browaru, a w tym wypadku stawiałbym na zastosowanie chmielu Citra. Niemniej jednak jest to piwo solidne, ciekawie skonstruowane i raczej wytrawne w odbiorze. Nie dorównuje pierwszej warce, ale mimo wszystko warto je spróbować, gdyż zapewnia ono kompletnie inne doznania smakowe. Za całokształt wystawiam zatem końcową notę 3.9/5.
