Aromat:
Już niewielką chwilę po ściągnięciu kapsla z szyjki butelki uwalniać zaczynają się wyraziste, zdecydowanie intensywne, niewątpliwie przyjemnie złożone oraz ciekawie zbalansowane akcenty czekoladowe. Wśród nich nie brakuje solidnej porcji jej deserowej oraz pralinowej odmiany znanej z wysokiej klasy belgijskich bombonierek wspieranej dodatkowo jej mleczną wariacją. Kolejna faza nie próżnuje i skrzętnie rozwija bukiet aromatyczny przy pomocy szerokiego spektrum opartego o nuty kawy. Tu z kolei nie brakuje odpowiednich pokładów jej wysoko gatunkowej, ziarnistej odmiany wnoszącej charakterystyczny bagaż cech kojarzący się z wariacją espresso. Uzupełniany jest on również nienachalnymi i raczej subtelnymi tonami palonymi. Tło wspierane jest akcentami kakao, gdzie jego obecność przywodzi na myśl deserową formę skrytą pod ziarnami kakaowca.
Drugi plan startuje od zakreślenia solidnej w odbiorze podbudowy słodowej bazującej na zasypach jęczmiennych oraz owsianych w odmianach ciemnych, czekoladowych, a także delikatnie palonych. Taka konstrukcja słodowa niewątpliwie sprzyja pojawieniu się przyjemnie zakreślonych melanoidyn, gdzie te skupiają się na pumperniklu, lekko przypieczonym spodzie od ciasta, czy też zarumienionej skórce chleba. Kolejny etap stanowi z pewnością główną bazę recenzowanego dzisiaj wydania piwa RISFACTOR, a mowa tu o zastosowaniu dwóch bardzo wyrazistych dodatków w postaci wanilii pochodzącej z regionów Ugandy i Madagaskaru, a także kokosa obecnego pod postacią chipsów. Wraz z upływem czasu pojawiają się lekkie tony zielonych orzechów włoskich oraz zielonych jabłek, a także farby emulsyjnej (aldehyd octowy?). Tło uzupełniane jest suszonymi owocami, gdzie te w lekkim stopniu stawiają na akcenty orzechów laskowych. Finisz domyka całość bardzo subtelną, ziołową nutą chmielową, której obecność jest efektem zastosowania typowo goryczkowych odmian chmieli podczas procesu warzenia piwa.
Barwa:
Czarna, smolista, kompletnie nieprzejrzysta, wyraźnie nieprzezroczysta, lecz klarowna, bardzo dobrze dopasowana do stylu Imperial Stout.
Piana:
Drobnopęcherzykowa, początkowo buduje średnią, ciemnobeżową, zbitą i wyraźnie zwartą czapę piany, która wraz z końcem procesu przelewania trunku do szkła stopniowo redukuje się do przyzwoitego pierścienia szczelnie przylegającego do ścianek naczynia, pozostawia średniowysoki stopień lacingu.
Smak:
Już pierwsze chwile styczności z teksturą trunku uwalniają charakterystyczne i jednocześnie przyjemne tony przypisywane stylowi Imperial Stout wspierane obecnością głównych dodatków w piwie. Rozpoczyna się od wyrazistych, nieźle intensywnych, przyjemnie złożonych oraz ciekawie zbalansowanych akcentów czekoladowych. Wśród nich nie brakuje nut deserowej oraz pralinowej odmiany znanej z wysokiej klasy belgijskich bombonierek, gdzie te dodatkowo wspierane są mleczną wariacją. Kolejna faza nie spoczywa na laurach i dokłada do profilu smakowego nuty kawy. Te z kolei stawiają na dobrą gatunkowo, ziarnistą odmianę przywodzącą na myśl espresso i rzecz jasna wprowadzającą charakterystyczne cechy dla czarnego naparu wzbogacane wyczuwalną dozą akcentów palonych. Tło uzupełniają przyjemne tony deserowego, sproszkowanego kakao.
Drugi plan startuje od zakreślenia solidnej w odbiorze podbudowy słodowej bazującej na zasypach jęczmiennych i owsianych w odmianach ciemnych, czekoladowych, a także palonych, gdzie drugi z wymienionych rodzajów słodów przyczynia się do wyokrąglenia smaku i nadaje piwu odpowiedniego stopnia aksamitności. Taka konstrukcja słodowa pozwala dodatkowo zakreślić w odpowiednio wyraźny sposób melanoidyny, które bazują na tonach pumpernikla, przypieczonej skórki chleba, czy lekko przypieczonego spodu od ciasta. Kolejny etap stawia natomiast na obecność głównych dodatków w piwie, a mowa tu o specjalnie wyselekcjonowanej wanilii z regionów Ugandy i Madagaskaru oraz kokosie dodanym w postaci chipsów. Punktem zwrotnym w smaku okazują się nasilające nuty aldehydu octowego, który w wyczuwalny, choć na szczęście niedominujący, sposób zaznacza swoją obecność lekkim szczypaniem w język i tonami zielonych orzechów włoskich. Tło w subtelny sposób okraszone zostało akcentami suszonych owoców, gdzie te stawiają na niewielkie pokłady orzechów laskowych. Finisz dopina całość lekką, ziołową goryczką pochodzącą z odpowiednio dobranych odmian chmieli podczas procesu warzenia piwa.
Zbalansowane zostało w sposób wyraźnie dobry. Pierwsze chwile styczności z teksturą trunku oferują nieco półwytrawne, ale i także częściowo półsłodkie akcenty oparte o nuty czekoladowe. Kolejna faza uzupełnia smak wprowadzając do niego umiarkowanie półwytrawną dozę kawy wspieraną utrzymanymi w ryzach nutami palonymi. Tło w lekko półwytrawny sposób wspierane jest tonami kakao.
Drugi plan początkowo startuje od zaznaczenia solidnej i umiarkowanie półwytrawnej podbudowy słodowej, gdzie ta stopniowo i wraz z upływem czasu za sprawą swojej konstrukcji odsłania akcenty melanoidynowe wnoszące lekko półsłodkie, ale też i nieco półwytrawne odczucia smakowe. Kolejny etap stawia na znacznie słodsze akcenty, gdzie te skupiają się na głównych dodatkach, a mowa tu o wanilii oraz kokosie. Nieco później zaczynają pojawiać się znacznie mniej przyjemne nuty, ściągające i półwytrawne tony aldehydu octowego. Finisz domyka całość lekko półwytrawną, ziołową goryczką.
Goryczka:
Średnia, ziołowa, nieco kawowa, zapewne bazowo jest znacznie niższa, lecz istotnie obecne nuty aldehydu octowego wzmacniają jej odczucie ich szorstkością. Stanowi ona osobny byt w piwie, który przez obecność wspomnianego wcześniej czynnika niezbyt współgra z pozostałymi składowymi budując tym samym osobną historię w trunku.
Rodzaj:
Ciało pełne z wyraźnie wysokiego, charakterystycznego zakresu dla ciemnych, mocno ekstraktywnych piw w stylu Imperial Stout (30 stopni Plato). W smaku dobrze balansuje pomiędzy tonami półwytrawnymi, a także półsłodkimi. Wysycenie średnie, za wysokie jak na styl, potrzebna jest redukcja poprzez agresywne przelanie trunku do szła oraz jego w miarę energiczne mieszanie.
Podsumowanie:
Dość gładkie, całkiem deserowe i dość degustacyjne, znika ze szkła w odpowiednim tempie jak na swoje parametry, alkohol nieco wyczuwalny poprzez gryzące odczucie aldehydu octowego (10% ABV). Podsumowując, browar Pinta niewątpliwie skrzętnie kontynuuje powiększanie rodziny piw RISFACTOR. Od premiery bazowej wersji trunku powstało już naprawdę wiele wariacji i wygląda na to, że browar nie postawił ostatniej kropki nad "i". Po ostatnio naprawdę ciekawych i udanych wypustach o nazwach Hazy Discovery Stavanger oraz Your Oatmeal DIPA z wielką chęcią przystąpiłem do degustacji ciemnego piwa ze stajni browaru Pinta. Jak zatem wypadła podstawowa wersja RISFACTORA podkręcona obecnością dodatków w postaci wanilii oraz kokosa? Pierwsze chwile styczności z teksturą trunku odsłaniają ciekawie i jednocześnie przyjemnie skomponowane nuty czekoladowe. Kolejna faza nie stara się próżnować i dokłada odpowiednio wyważone akcenty kawy wspierane tonami palonymi. Tło uzupełniają nuty kakao. Drugi plan startuje od zakreślenia odpowiednio skonstruowanej podbudowy słodowej, które obecność umożliwia odkrycie przyjemnie zakreślonych tonów melanoidynowych. Kolejny etap odsłania głównie dodatki w piwie pod postacią wanilii, a także kokosa. Niezbyt przyjemne okazują się pojawiające się nieco później akcenty będące ewidentną obecnością aldehydu octowego. Tło uzupełniają nienachlane nuty suszonych owoców, gdzie te skupiają się na orzechach laskowych. Finisz dopina całość lekką, ziołową goryczką. Wszystko tu z pewnością zgrywa się w ciekawą i raczej nieco słodszą formę, lecz wyraźnie wadzącym czynnikiem pojawiającym się wraz z upływem czasu degustacji okazuje się wspomniany wcześniej aldehyd, który niestety obniża przyjemność degustacji. Ostatecznie wydaje się, że bazowa wersja znacznie lepiej wypada w porównaniu do wariacji podkręconej dodatkami wanilii oraz kokosa. Biorąc zatem wszystkie za i przeciw wystawiam końcową notę 3.75/5.
