Aromat:
Już pierwsze chwile po pociągnięciu za zawleczkę puszki uwalniają z jej wieczka wyraziste, niewątpliwie intensywne, ciekawie złożone i niewątpliwie dobrze zbalansowane akcenty dojrzałych owoców białych oraz zielonych. Wśród nich za sprawą chmielu Nelson Sauvin nie brakuje odpowiedniej dozy białego oraz zielonego winogrona, białych porzeczek, zielonego agrestu, nafty, a także mniej intensywnych tonów liczi oraz białej gujawy. Kolejna faza z pewnością nie zwalnia z tempa i dzielnie rozwija to co zapoczątkował jej poprzednik przy pomocy szerokiego spektrum złożonego z dojrzałych owoców cytrusowych. Te z kolei celują w pomarańcze, cytryny, limonki, zest cytrusowy, żółtą odmianę grejpfruta, a także pomelo.
Drugi plan pierwsze chwile przeznacza na zakreślenie niewątpliwie przyjemnej w odbiorze podbudowy słodowej złożonej z zasypów jęczmiennych, pszenicznych oraz owsianych wspomaganych istotnie wyczuwalną obecnością płatków owsianych. Kolejny etap bez wątpienia dokłada kolejną cegiełkę w budowaniu profilu aromatycznego trunku poprzez zakreślenie w nim dobrze wyczuwalnych, dojrzałych owoców tropikalnych. Skrywają się one pod postacią zielonej oraz białej odmiany melona, mango, całkiem soczystej papai, brzoskwiń i nieco słodkiej marakui. Finisz odpowiednio dopełnia całość przy pomocy ziołowych oraz częściowo żywicznych akcentów chmielowych, których obecność jest wynikiem zastosowania nowofalowych odmian chmieli podczas procesu podwójnego chmielenia piwa na zimno. Całość pachnie dobrze i przede wszystkim przyjemnie przez co wyraźnie zachęcająco.
Barwa:
W odcieniu soku pomarańczowego, kompletnie zmętniona i wyraźnie zamglona, z pewnością nieprzejrzysta, bardzo dobrze odpowiadająca stylowi New England IPA jak i Hazy IPA.
Piana:
Drobnopęcherzykowa, początkowo buduje niską, zbitą czapę piany, która stopniowo i wraz z końcem procesu przelewania trunku do szkła stopniowo redukuje się do umiarkowanego pierścienia szczelnie przylegającego do ścianek naczynia, pozostawia nisko-średni lacing.
Smak:
Już pierwsze chwile bez najmniejszego wątpienia atakują kubku smakowe solidną porcją zróżnicowanych akcentów owocowych. Rozpoczyna się od wyrazistych, niewątpliwie intensywnych, bardzo ciekawie złożonych i bez dwóch zdań dobrze zbalansowanych nut dojrzałych owoców białych oraz zielonych. Wśród nich bez najmniejszej trudności wskazać można tony białego oraz zielonego winogrona, soczystych białych porzeczek, zielonego agrestu, nafty, a także białej gujawy, czy liczi. Kolejna faza nie zwalnia z tempa i w przyjemny sposób poszerza doznania smakowe płynące z degustacji poprzez wprowadzenie szerokiego spektrum opartego o dojrzałe owoce cytrusowe. Tu z kolei królują soczyste pomarańcze uzupełniane nutami cytryn, limonek, zestu cytrusowego, żółtej i różowej odmiany grejpfruta, czy też pomelo.
Drugi plan pierwsze chwile poświęca na zakreślenie przyjemnej w odbiorze podbudowy słodowej, która eksponuje komplet zasypów jęczmiennych, pszenicznych oraz owsianych wspomaganych wyraźnie wyczuwalną obecnością płatków owsianych, gdzie te niewątpliwie przyczyniają się do wygładzenia tekstury trunku oraz nadania jej pożądanego stopnia aksamitności. Kolejny etap z łatwością i odpowiednią intensywnością uzupełnia doznania smakowe płynące z degustacji trunku przy pomocy akcentów dojrzałych owoców tropikalnych. Skrywają się one pod postacią białej oraz zielonej odmiany melona, mango, delikatnie słodkiej marakui, całkiem soczystej papai, ananasa, czy też brzoskwiń. Finisz odpowiednio domyka całość za sprawą nienachalnej goryczki złożonej z nut ziołowych oraz żywicznych, których obecność jest wynikiem zastosowania nowofalowych odmian chmieli podczas procesu warzenia piwa.
Zbalansowane zostało w sposób całkiem wysoki. Przede wszystkim zaznaczyć trzeba, że smak celuje zdecydowanie w typowych fanów strony team słodyczka. Nic też dziwnego, że od pierwszych chwil pojawiają się dojrzałe owoce białe oraz zielone, które celują w umiarkowanie półsłodkie akcenty. Kolejna faza stopniowo przechodzi w stronę dojrzałych owoców cytrusowych, a te w nieco słodszym wydaniu względem poprzedzającego ich etapu wnoszą do smaku odpowiednio dopasowane półsłodkie tony.
Drugi plan pierwsze chwile poświęca na zakreślenie delikatnie półsłodkiej podbudowy słodowej, która stopniowo i wraz z upływem czasu kieruje się w stronę dojrzałych owoców tropikalnych. Te bez dwóch zdań odpowiedzialne są w sporej mierze za obecne w piwie tony półsłodkie. Finisz w umiarkowany i nienachalny sposób kontruje spore pokłady słodyczy częściowo redukując je poprzez umiarkowanie półwytrawne tony ziołowe oraz żywiczne.
Goryczka:
Niska, ziołowa, a także częściowo żywiczna, z pewnością niezalegająca. Stanowi ona częściową kontrę dla znajdujących się w piwie półsłodkich akcentów. Bez wątpienia stanowi ona spójną całość z pozostałymi składowymi obecnymi w trunku i z łatwością wtapia się w tło.
Rodzaj:
Ciało półpełne z nieco podwyższonego zakresu charakterystycznego dla podwójnych, zmętnionych wersji piw w stylu India Pale Ale (20 stopni Plato). W smaku jest przeważająco półsłodkie, co zresztą dość łatwo można było wywnioskować po parametrach piwa, nie pozostawia ono wiele miejsca dla półwytrawnych tonów goryczkowych. Wysycenie średnie, dobrze dopasowane do całości, zapewnia zadowalający stopień pijalności.
Podsumowanie:
Gładkie, wyraźnie aksamitne, bez wątpienia jest lekkie w odbiorze mimo wcale nie tak lekkich parametrów, znika ze szła w wyraźnie szybkim tempie, jest rześkie i tym samym całkiem orzeźwiające, alkohol kompletnie niewyczuwalny (7.2% ABV). Podsumowując, browar Raduga od dawien dawna zniknął na mojej piwnej mapie. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, lecz tym razem nie będę zagłębiał się w ich genezę. Po ponad rocznej przerwie, gdzie degustowałem Leona wypuszczonego w pojedynczej, klasycznej wersji stylu NEIPA przyszedł czas na nowe piwo, które zdecydowanie bardziej wpisuje się w dzisiejsze standardy kraftu. Jak zatem poradziło sobie Hops Age szczodrze nachmielone odmianami Nelson Sauvin, Cashmere, Amarillo oraz Centennial przy zastosowaniu niezłego hop rate'u na poziomie 24 g/l? Już pierwsze chwile styczności z teksturą trunku przynoszą wyraziste doznania smakowe oparte o dojrzałe owoce białe oraz zielone. Kolejna faza nie ustępuje intensywnością poprzedniej dzięki czemu smak otwiera przed degustującym spore pokłady słodkich owoców cytrusowych. Drugi plan przyjemnie zaskakuje podbudową słodową, która stopniowo przemieszcza się w stronę dojrzałych owoców tropikalnych wnoszących kolejny poziom półsłodkich akcentów w piwie. Finisz w wyważony sposób zamyka całość lekkimi, goryczkowymi tonami ziołowymi oraz żywicznymi. Całość bez wątpienia ucieka w mocno półsłodką stronę, gdzie momentami można odnieść wrażenie braku balansu, który iść powinien w kierunku rzecz jasna nieco półwytrawnych akcentów chmielowych. Mimo wszystko piwo spisuje się naprawdę nieźle i można je uznać za udany powrót browaru Raduga na moim blogu i nie tylko na nim. Za całokształt wystawiam zatem solidną notę 3.95/5.
